Fantastyka.eu

Fantastyka to poważna prawa

Recenzje

Prometeusz

Fifield (Sean Harris) - geolog wyprawy"Warto było czekać na te piękne czasy i na własne oczy cuda te zobaczyć" :)

Widziałem film 2 czerwca w Stambule, w wersji  angielskiej z napisami po turecku.

Gdyby chcieć streścić przebieg wydarzeń, Prometeusz mógłby się wydać banalną opowiastką w stylu - byli ciekawscy, polecieli daleko i pogryzło ich obce. Prometeusza nie należy jednak tak opisywać,

a linearne opowiadanie jego akcji zawsze go zuboży. Ridley Scott celowo, bowiem, zrezygnował z kręcenia kolejnego odcinka Obcego, w którym cała inwencja twórcza poszłaby na wymyślanie kolejnych sposobów zabicia załogi i ocalenia Ripley. Reżyser wolał stworzyć podstawy do całkiem nowej opowieści (domyślam się, że serii filmów), w której obcy będą tylko jednym z elementów kosmosu, w którym Ludzie (celowo piszę z wielkiej litery) szukają kontaktu ze swymi stwórcami, a w kolejnych filmach, pewnie, będą musieli z nimi walczyć.

Tak pomyślany film nie może podać nam wszystkiego na tacy – raczej sugeruje, daje wskazówki. Oczywiście motywacje  i postępowanie ludzkich postaci zostają klarownie wyjaśnione, a zawiązana akcja rozwija się  logicznie, do smutnego końca. Mamy więc grupę specjalistów: para archeologów  –  Elizabeth Shaw (Noomi Rapace) i Charliego Hollowaya (Logan Marshall-Green), botanika Milburna (Rafe Spall), geologa Fifielda (Sean Harris), którzy pogrążeni stanie hibernacji  przylatująi w roku 2093 w pobliże księżyca LV-223. Za środek transportu służy im tytułowy Prometeusz  –  ufundowany przez Weyland Corporation statek kosmiczny. Nad bezpieczeństwem  snu  załogi czuwa niepokojąco ludzki android – David (Michael Fassbender). Na statku mamy jeszcze trzy ważne postacie:  czanoskóry  kapitan statku, o swojsko brzmiącym imieniu Janek (Idris Elba), piękna i bezwzględna Meredith Vickers (Charlize Theron) będąca kierownikiem misji z ramienia Weyland Corp. Co do trzeciej postaci - to zobaczycie sami.

Ludzkie postacie to jednak  tylko część obsady. Konia z rzędem temu, kto wie, co knują  domniemani twórcy człowieka - Inżynierowie. Nasi archeolodzy odnalazłszy w starożytnych artefaktach powtarzający się motyw graficzny uwierzyli głęboko, że  oto nasi stwórcy zostawili swoim dzieciom adres, pod którym będą na nas czekali, jak już osiągniemy odpowiedni poziom rozwoju. No cóż - pod wskazanym adresem był bałagan, przyjęcie chłodne, a w miarę trwania wizyty zrobiło się  wręcz nieprzyjemnie. Jednocześnie stoi mi przed oczami obraz istoty (króciutka scena) która najwyraźniej unicestwia sama siebie, żeby zasiać na jałowej Ziemi  życie, żeby stworzyć nas... A, co dopiero powiedzieć o krętych ścieżkach Davida - podgląda cudze sny, cieszy się z każdego nowego odkrycia, ale jest też bezwzględny w wykonywaniu poleceń, a jego eksperymentów nie powstydziłby się Mengele. Fascynacja Davida cytatem z Laurence'a z Arabii: "Trik polega na tym, żeby nie przejmować się bólem"  przyprawia o gęsią skórkę. Uwierzcie mi - po filmie w głowie kołacze się zdecydowanie więcej pytań niż przed seansem. Jeżeli dobrze odczytuję intencje Scotta, to produkcja jest sukcesem - wyobraźnia pracuje, pojawiają się teorie jak to z tymi Inżynierami (nazywanymi też Space Jockeyami) jest i czy da się z nimi (częścią nich) dogadać, czy tez trzeba ich znaleźć i zlikwidować... 

Film jest horrorem, wiec spodziewajcie się ciągłego napięcia i dawki gwałtownych i brutalnych zgonów. Nade wszystko, jednak, film jest ładny tak w warstwie plastycznej, jak i muzycznej. Przepiękne zdjęcia zawdzięczamy Dariuszowi Wolskiemu. Krajobrazy jałowej, jeszcze, Ziemi przywodzą na myśl zdjęcia z "2001: Odysei Kosmicznej" Stanleya Kubricka, wrażenie spotęgowane jeszcze niesamowita muzyką stworzoną przez Marca Streitenfelda i Harrego Gregsona-Williamsa. Tak jak w Odysei w pamięć zapadał motyw z "Tako rzecze Zaratustra"  Richarda Straussa, tak w Prometeuszu czaruje Preludium nr 15 Deszczowe - Fryderyka Chopina. Postać Petera Weylanda (Guy Pearce) wygląda jak żywcem przeniesiona z planu Odysei  z 1968r.

Ci, którzy kochają "Władcę pierścieni"  Tolkiena, niekoniecznie zachwycą się "Silmarillionem". Miłośnicy serii Alien nie muszą z automatu polubić Prometeusza. Jednakże tak, jak Silmarillion pozwala dogłębnie zrozumieć  opowieści o pierścieniu władzy, tak Prometeusz osadza opowieść o Obcym w świecie o szerszych horyzontach, pewne rzeczy tłumacząc, a opowiedzenie innych zapowiadając w przyszłości (na co, całym sercem, czekam).

Film polecam i życzę przyjemnego seansu!

 

Goście

Odwiedza nas 119 gości oraz 0 użytkowników.

Cytat dnia

Jeśli kiedykolwiek zwątpisz - Merriadoku - idź za nosem!

Gandalf